Pierwszy Konkurs Poetycki „O Kwiat Polany” rozstrzygnięty

W czasie V Wędrownego Przeglądu Piosenki „Polana”, który odbył się w dniach 24 i 25 lipca 2015 roku, w Rudawach Janowickich przy Schronisku „Szwajcarka”, ogłoszone zostały wyniki Pierwszego Konkursu Poetyckiego „O Kwiat Polany”. Pierwszego dnia „Polany”, jury w składzie:

Krzysztof Wiśniewski (poeta) Warszawa – przewodniczący jury;

Hanna Rogowska (poetka) Trzcińsko – zastępca przewodniczącego jury;

Piotr Płaza „Płazior” (muzyk i poeta) Jelenia Góra;

Anna Goc-Antosik (poetka) Warszawa;

Emil Rogowski (marzyciel) Trzcińsko,

przyznało trzy symboliczne nagrody od miejsca pierwszego do trzeciego. Jest nią wykonany na brzozowym krążku, metodą pirografii, kwiat Kukułki bzowej, który znajduje się pod ochroną i występuje w południowej części naszego kraju. Stał się symbolem konkursu, aby pokazać nie tylko rzadkość jej występowania w przyrodzie, lecz też rzadkość występowania w literaturze dobrej poezji, którą pragniemy chronić organizując ten konkurs. Członkowie jury oceniali po trzy teksty nadesłane przez każdego uczestnika konkursu. W przypadku pierwszego miejsca jury było jednomyślne. Do nagrodzonych osób należą:

I miejsce – Dominika Jagielska z Jeleniej Góry – godło Mała Mi,

II miejsce – Marzena Nowakowska z Bydgoszczy – godło Ładoga,

III miejsce – Miłosz Anabell z Warszawy – godło Mini Max.

Nagrody w imieniu członków jury wręczyła Paulina Bator, członkini Stowarzyszenia Góry Szalonych Możliwości. Na scenie zaprezentowano po jednym tekście każdego z laureatów. Niżej prezentujemy wszystkie nagrodzone wiersze wraz z sylwetkami autorów. Zapraszamy na przyszłoroczną drugą edycję Konkursu Poetyckiego „O Kwiat Polany”.

Dominika Jagielska z Jeleniej Góry – godło Mała Mi

   

„Lato”

A mnie nie szkoda lata,  

Co zwabione mgieł tajemnicą

Daje się uwieść ognistej jesieni

A potem szlocha, szlocha

Od drobnych kropel zdumienia

Po rwące potoki ulewy.

I nie żal mi wcale słońca,

Co zawstydzone naiwnością lata

Ukrywa się coraz dłużej

Po drugiej stronie świata.

Nie, mnie nie szkoda lata

Co zapatrzone w klucze żurawi

Daje się omotać nitkom pajęczym,

A potem bezbronne patrzy

Jak jesień głos drzewom odbiera

Z każdym kolejnym liściem.

I nie żal mi ani trochę 

Ziemi, co marznie nad ranem

Nie protestowała gdy trawy

Ze wstydu za lato płowiały.

Nie, mnie nie szkoda lata

Co serce swe w końcu zamraża

I rozdziera puchowe obłoki

W rozpaczy i z tęsknoty

Za jesienią, która co rok go ozłaca,

A potem zostawia w chłodzie.

I nie żal mi także ludzi

Co nieświadomi letnich rozterek

Przeklinają mrozy, zawieje

I stawiają płaszczy kołnierze.

Mnie szkoda tylko wiosny

Co lato znów do życia wskrzesi

Słońce przywoła, ziemię ukwieci

A potem jesień niecnota

Liści tańcem go zwiedzie

i… znów po lecie. 

-------------------------------

„Nadzieja”

Przepraszam, straciłam wiarę.

Rozsypała się moja dusza

Niczym zerwane korale.

Paciorki marzeń zawiedzionych

Potoczyły się po ziemi niedbale

W niepewny szlak.

Czy zdołam je odnaleźć?

„Czas w drogę, w drogę!”

Nadzieja woła wciąż,

I bije niczym na trwogę

Wiary niezłomnej dzwon.

A ciało nie chce słuchać

Nie chce odchodzić stąd,

Chyba już nie potrafi

Zwietrzyć zwycięstwa trop...

Wzrok się wytęża ponad miarę

Lecz widzieć nie chce dalej

Niż sięga klęski ląd.

Chyba już nie potrafi 

Dostrzec wyjścia stąd.

Więc dokąd, dokąd

Wiedzie mnie mój los,

Gubiąc mą drogę wśród mgieł?

Po co mam iść wciąż dalej

Gdy duszę zgubiłam swą?

„Czas w drogę, w drogę!”

Nadzieja woła wciąż,

A ja chcę tylko spocząć

Oddać się pięknym snom.

A ona wciąż popędza

Naprzeciw niepokojom

Zwątpieniu wciąż pod prąd.

Więc idę noga za nogą,

By w końcu zacząć biec,

Bo nie potrafię przestać wierzyć,

Że ona wie, gdzie ma dusza jest. 

------------------------------------

„Odejście”

Jeszcze dzień

Pójdę stąd

Jeszcze dzień

Kilka łez

Może tak miało być

Ostry ból

Niemy krzyk

Jeszcze dzień

Pójdę stąd

W tamten cień

Cichy kąt

Poza wszystkie złe sny

Nie zatrzyma mnie nikt

Jeszcze dzień

Jedna noc

Świat obróci się w proch

Zgaśnie księżyc, ja z nim

Nie powstrzyma mnie nikt

Jeszcze dzień

Pójdę stąd

Jeszcze dzień

Gorzki wstyd

Może tak miało być

Ostry ból

Niemy krzyk

Jeszcze dzień

Jeszcze... dwa

Bo nadzieja wciąż trwa

Nowy świt osuszy łzy

Może dziś...

 

Jeszcze dzień

Pójdę stąd

Jeszcze dzień

Kilka łez

Może tak miało być

Twoja dłoń, nowy świt...

 

Marzena Nowakowska z Bydgoszczy – godło Ładoga

  

O JESIENI W MOIM MIEŚCIE ~

Jesień zaczyna rządzić krótkim czasem dnia                                                                  

Pod kalendarzem – stos dobrych snów i kilka czułych słów   

A parki w moim mieście już spakowały lato                          

Z niedowierzaniem zerkam na tych, którzy wciąż...           

 

W cieniu drzew                              

schyleni tak                                

Szukają miłości,                       

wierząc, że                                

mogła spaść na ziemię         

jak kasztany                        

 

Może zagubione dawno słowa znajdę znów i ja  

Przygniecione codzienności szarym tłem

A Ty wrócisz do mnie z chłodem wrześniowych poranków

Na wspólną jesień, na spóźnione - razem

------------------------------------------------------

BYŁO W GÓRACH ~

Było w górach…

Jakiejś zimy albo wiosny

Śniegu nie pamiętam na Przehybie

Raczej połatane czarną ziemią stoki

Na dobrze znanej drodze do Roztoki

 

Było w górach…

Wciąż pamiętam wszystkie twarze

Andrzej, Miecia, Ruda i pan Staszek

Uśmiechają  się dziś do mnie tylko z fotografii

Oprawionej kawałkiem szarej rafii…

 

Ku pamięci dobrych dni

Piszmy wiersze

Bo wspomnienia ulatują

Nam na wietrze zwykłych spraw, prostych tak

 

Ku pamięci dobrych ludzi

Piszmy wiersze

Jedno słowo może sprawić

Że powietrze wypełni echo

Rozmów w późną noc

 

Było w górach…

Tyle marzeń, tyle chwil

A mój miejski zegarek, ciszą otulony,

Właśnie tam uczył się chodzić na ręku

Po prostu, na piechotę…

 

Było w górach…

Ale wcale niekoniecznie

O bliskości nie stanowi przecież miejsce

To stan ducha,

Słowo, dotyk i spojrzenie

Czasem nuta, co rozbudza w nas marzenie…

------------------------------------------

OCZEKIWANIE NA… KSIĘCIA ~

W średniowiecznym zamku siedzi i na księcia swego czeka

Uśmiech rzadko twarz jej zdobi, chociaż piękna jest jak rzeka

Oczy smutne, zapatrzone, chcą za mury, do strumyka

Gdzie według legendy Celtów mądry druid się przemyka

 

      Lasy straszne o tej porze dla niej mogą być schronieniem

      Tam by mogła walczyć z losem, melancholią, zapomnieniem

      I się udać do klasztoru, co na wzgórzu stoi dumnie

      Tam poczekać, wegetować i zapomnieć chwile trudne

 

W wielkim świecie mężnych książąt sama sobie zostawiona

Murom tylko prawdę mówi, że niewinność jej stracona

Że rozdarta na dwie części swego życia barwy szuka

Kiedy nocą do pokoju przerażenie głośno puka

 

      Serce jej zostało tam, gdzie zielona kwitnie trawa

      Teraz wzrok jej chłodny bardzo, w duszy pustka pozostała

      Przędzie życie delikatnie widząc czas, który ucieka

      I  bóg Dagda nie pomoże i uroda jej jak rzeka…

 

Miłosz Anabell z Warszawy – godło Mini-Max

 

bohaterstwo

 

dzieciństwo to jeżdżenie konno. najpierw zasiew, potem żniwa i orka. świat odbijał się w] 

oczach ojca, psy szczekały w kamienne noce. dzieciństwo to dzban płynnego czasu, lekkiego]

 

jak mgła, przelewanego beztrosko, traconego na bezkarnym hazardzie. śmierć była obcą]

kobietą, bezbronną wobec wszechpotężnej matki. patrz, powiedziała, mam misę białego]

 

ciasta, tak rodzi się mój wszechświat, nakarmię chlebem bezdomnych i chorych. nic nie]

uratuje nas przez wojnami i krzykami burzy, ale na razie będziemy żyli w kielichu ciszy i]

 

spokoju. dzieciństwo to zabawa w chowanego. za drzewami żyły duchy poprzednich pokoleń.]

ktoś wołał mnie do siebie. świat jest tylko lustrem, mówił monotonny głos. moja siostra]

 

schowała się w beczce, nie widziałem jej już nigdy potem. ojciec również umarł. konie]

spłoszył dziwny wiatr, na jego nagiej piersi odbiły się zardzewiałe podkowy. matka] 

 

wyniosła zaczyn, złożyła go w ziemi. zostaliśmy sami, jesteśmy gałęziami spróchniałego]

drzewa. pies upolował sarnę, w jego pysku pieniła się gorąca krew. konie uciekły i śnił mi się]

 

pożar, ciężkie ciała aniołów zawracały czas.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

dzień, potem noc

dzień strzela z godzin jakby był wyrostkiem bawiącym się procą. nadchodzi zniechęcenie i]

strach. gdzie pochowaliście towary, podejrzliwi kupcy? na waszych straganach tylko popiół i]

 

wilgoć. stracimy wszystko i zostaną tylko łyse kości. psy i jastrzębie zamieszkają gruzy miast.]

nie trzeba wojny, wystarczy pycha i pożądliwe języki, wystarczą złote szabelki kłamstw. czas]

 

nigdy nie był naszym sprzymierzeńcem, a teraz stał się wrogiem, butnym generałem]

gotowym salwą uruchomić armie żywiołów. kim jesteś wobec potęgi wody, pyszny władco,]

 

królu narodów i plemion niosących ci daninę ze śpiewem na spękanych ustach? ogień ma]

swój rytuał, jego żwawe języki nie znają litości. narodziliśmy się z trupa, mamy jego oddech]

 

zamiast krwi, zamiast paznokci mamy jego zęby. ziemia obraca się, jest zabawką w rękach] 

kosmicznego dziecka, pulchnego niemowlęcia, które nie zna strachu. słyszysz jego śmiech?]

 

on rozrywa chmury i budzi dywizjony wściekłego deszczu. lepsza pustka i nicość niż cień]

 

jego ciała, dygoczący nietoperz nieskończonej nocy.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

opowieść

 

dni skąpane w limfie i osoczu. wszystko dzieje się w ciele, na zewnątrz są tylko odbicia, z]

oczu wychodzą płomienie i powstaje świat. w dłoniach trzymasz złudzenia, sekundy,]

które tworzą zdradziecki naszyjnik czasu. posłuchaj, zegary biją alfabetem morse'a,] 

 

ostrzegają przed zębami ciężarnych wilczyc. czy to dlatego zamieniłeś się w kamień,]

pozwoliłeś wodzie wygładzić twoje krawędzie? ona snuje opowieść o dziwnej miłości,]

legendę przekazywaną przez nasiona traw i żołędzie. noce poskręcane w spirale gorąca i lęku.] 

 

wojny odbijają się echem od szyb i kominów, przenikają przez skórę i osiadają w naszych]

sercach. są wiadomością z innego świata, totemem świadomości poprzednich pokoleń. na]

skórze niemowląt ktoś narysował pola kwiatów i niebo czyste jak łza wojownika z] 

 

nieskalanym sercem. prawda jest dużo bardziej okrutna, przypomina pazur pantery odbity na]

śniegu, wbity w mięso kalekiej sarny. wszystko dzieje się w ciele światła i powietrza, pod]

powiekami dziecka, które ciągle śpi. 

 

 

Artykuł przygotował

Krzysztof Wiśniewski

2017  Wędrowny Przegląd Piosenki POLANA    
by Cabanek